Prawdziwy mężczyzna to przymus, a nie wybór – wywiad z Tomaszem Gromadką z męskiej wspólnoty „Chłopaki”

by Michał Małysa
Prawdziwy mężczyzna - Tomasz Gromadka

We wzorcu prawdziwego mężczyzny mamy do czynienia z przymusem. Często zupełnie nierealistycznym, jak w oczekiwaniach, że prawdziwy mężczyzna musi mieć mercedesa, kwadratową szczękę lub zawsze doprowadzać kobietę do orgazmu. Wszystko to jest wykluczające. Bo przecież jeżeli musisz zarabiać duże pieniądze i mieć dobry samochód, żeby móc nazywać siebie mężczyzną, to co w sytuacji, gdy tak nie jest? – mówi Tomasz Gromadka*, członek Grupy Performatywnej Chłopaki.

Prawdziwy mężczyzna – wzorzec i przymus

Michał Małysa: Co to znaczy być prawdziwym mężczyzną?

Tomasz Gromadka: Kojarzy mi się to z rolą ojca, patriarchy rodu. Ale też szerzej, w kategoriach wręcz wojskowych, gdzie prawdziwy mężczyzna jest odpowiedzialny nie tylko za rodzinę, ale też za ojczyznę i walkę z wrogiem. Musi przyjmować na siebie wiele powinności, które niekoniecznie mu pasują. Są to wyobrażenia męskości przyjmowane w pokoleniu mojego ojca i wszystkich wcześniejszych generacjach, które wtłaczano w te role.

W odpowiedzialności za rodzinę czy innych ludzi nie ma nic złego.

Tylko wtedy, kiedy się tę odpowiedzialność wybiera. We wzorcu prawdziwego mężczyzny mamy jednak do czynienia z przymusem. Często zupełnie nierealistycznym, jak w oczekiwaniach, że prawdziwy mężczyzna musi mieć mercedesa, kwadratową szczękę lub zawsze doprowadzać kobietę do orgazmu. Wszystko to jest wykluczające. Bo przecież jeżeli musisz zarabiać duże pieniądze i mieć dobry samochód, żeby móc nazywać siebie mężczyzną, to co w sytuacji, gdy tak nie jest?

Ja czy ty możemy się teraz nieszczególnie tym przejmować, ale niektórzy mogą wziąć to do siebie, stale słysząc podobne wymagania w szkole, w związku, w pracy czy w kościele. Wiele z tych komunikatów jest zresztą sprzecznych, bo masz jednocześnie płodzić dla dobra ojczyzny i za nią umierać. Wzorzec jest bezwzględny, podobnie jak instytucje społeczne, które go narzucają. Jeżeli ktoś nie chce postępować według wzorca, to go łamią.

Jak to na ciebie wpływa?

Kiedyś wpływało to na mnie mocno, przede wszystkim w sferze seksualnej. Czułem, że pewne rzeczy muszę robić, bo inaczej relacja będzie niepełna, a bez orgazmu kobiety nie może być mowy o prawdziwym seksie. To, jak byliśmy socjalizowani, może odcisnąć na nas piętno.

Część presji czułem sam w głowie, ale część pochodziła też od konkretnych osób. Pochodząc z rodziny robotniczej, byłem przekonywany, że prawdziwy mężczyzna musi umieć wszystko naprawić. Wywoływało to we mnie bunt i odrzucałem skrzynkę z narzędziami. I to tylko dlatego, że było to na mnie wymuszane.

Chęć majsterkowania, smykałka do naprawiania pralek czy lodówek… To postawy i umiejętności, które może mieć i facet, i kobieta. Chęć przyporządkowania płciom zadań, ról czy zabaw to część dyscyplinującej, wojskowej kultury i kwestia socjalizacji. Element ścisłego podziału, że chłopcy robią to, a dziewczynki tamto.

Chciałbyś zatem paradygmat prawdziwego mężczyzny obalić?

Na początku wartościowe jest wyrażenie tego, co się przeżyło, do czego cię zmuszano, przekonywano i czego od ciebie chciano. Można wyrazić frustrację z tego powodu, smutek, strach czy nawet traumę. To pierwszy etap. Drugim jest zaproponowanie innego modelu, przewartościowanie pojęcia męskości, żeby nie była taka sztywna. Tradycyjnie faceci są uczeni, żeby zabierać przestrzeń, rozpychać się, nie dopuszczać do głosu innych i udzielać niechcianych rad nawet wtedy, kiedy nie są o to proszeni.

W grupie Chłopaki proponujemy, żeby wyrażać swoje emocje i swoją historię. Możemy być przy tym czuli i empatyczni, słuchać siebie nawzajem i dawać sobie przestrzeń. Kiedy mamy z czymś problem, warto go wyrazić i być świadomym, z czego wynika. Jeśli jesteśmy w relacji i wokół naszej dziewczyny kręci się jakiś inny facet, to możemy poczuć strach, a nawet wrogość. Będąc tych emocji świadomi oraz wyrażając je, nie dajemy im nad sobą kontroli i nie budujemy na nich wizji kobiety, związku czy całego świata.

Prawdziwy mężczyzna stoi więc w opozycji do czułego mężczyzny?

Hasło „prawdziwy” od razu jest sprawdzające, oceniające i stanowi wyzwanie do sprostania czemuś, do bitności, potwierdzenia siebie w walce. Nie żyjemy jednak w czasach wojny. Są zmagania, konflikty, kryzysy, ale nie rozwiąże ich ograniczanie dziewczyn do sukienek, a chłopców do spodni. Nie powinniśmy od najmłodszych lat urabiać dziecka na modłę jednego, skostniałego wzorca. To odbiera mu wolność, a przecież dziecko jest oddzielnym bytem, które może samo siebie kształtować.

Nie mówię, że każdy musi się przytulać. Są w końcu różne potrzeby i różne wrażliwości. Chodzi mi o nastawienie na relacje. Chęć bliskości jest naturalna i realistyczna. Podstawową różnicą między tą czułą męskością a prawdziwą męskością jest fakt, że ta pierwsza nie jest elementem kultury i nikomu jej nie narzucam. To praktyka, w której można uczestniczyć lub nie.

Męskie rozmowy nie muszą być szorstkie

To właśnie z tej praktyki czułości zrodziły się męskie rozmowy w męskich kręgach?

Najpierw pojawił się pomysł stworzenia spektaklu o męskości. Na terapii grupowej odkryłem identyfikację z męskością, której wcześniej nie czułem, uznając się raczej za osobę niebinarną. Doszedłem do tego, że wypierałem bycie facetem i związaną z tym siłę. Wcześniej wiązałem ją z przemocą i bałem się bycia mężczyzną. Po tym, jak stanąłem przed grupą osób i powiedziałem na głos „jestem facetem”, poczułem olbrzymie zadowolenie. A że mam usposobienie działacza, to kiedy przeżyję coś dobrego, od razu chcę się tym podzielić.

Na pierwszym spotkaniu usiedliśmy sobie w kręgu. Każdy miał niezmąconą wtrąceniami przestrzeń, żeby opowiedzieć o sobie jako facecie. Co to dla niego znaczy być mężczyzną, na czym polegało jego doświadczenie bycia socjalizowanym jako facet w Polsce. Sytuacja, w której jest dwunastu chłopa, ale nikt nie przerywa ani nie dopytuje, gdy jeden z nich mówi, była naprawdę mocna. Spektakl zszedł potem na dalszy plan.

Co jest tak przełomowego w rozmowach z męskiego kręgu?

Każdy ma przestrzeń, żeby powiedzieć, jak się czuje, z czego jest dumny, co go trapi, poprosić grupę o wsparcie, a nawet płakać. Zazwyczaj nie ma przy tym ograniczenia czasowego. Po wypowiedzi jest czas, aby pozostali uczestnicy spotkania dodali coś od siebie i powiedzieli, co w nich zarezonowało. Wcześniej dla wielu z nas podobne relacje z innymi mężczyznami byłyby wstydliwe, chyba że praktykowaliśmy je pod wpływem alkoholu.

Na początku inicjowaliśmy przebieg spotkań z Kamilem Błochem i Tomkiem Krynickim oraz trzymaliśmy krok, ale krąg bardzo szybko się zdemokratyzował. Nadal inicjatorem spotkania był ktoś, kto miał dostęp do przestrzeni takiej jak Szkoła czy Stół Powszechny, ale dynamikę dyktowali uczestnicy. A sam spektakl i tak się stworzył. Do rozmów dołączyły improwizacje, aktorska praca z ciałem, ćwiczenia oddechowe czy wywodzące się ze sztuk walki.

Co dał wam męski krąg w takiej formie?

Pozwolił nam na głęboki i emocjonalny kontakt z drugim facetem. Nie jest przy tym oparty na uciekaniu od siebie czy konkurowaniu, lecz pracowaniu nad sobą, czułości, słuchaniu siebie nawzajem i budowaniu relacji. To kwestia praktyki, która zaczęła się od wspólnego milczenia, a następnie oswajania męskiego dotyku. Na początku się tego bałem i wzbudzało to mój niepokój, bo przecież czuły dotyk tradycyjnie ma kontekst seksualny.

Szybko przerodziło się to jednak w formę pomocy w kontakcie z drugą osobą. W tych rozmowach nie chodzi nawet o tematy. Rozmawiamy o wszystkim, od seksualności po zarobki. Istotna jest jednak głębokość, poziom szczerości oraz temperatura emocjonalna. Przekroczyliśmy granice kulturowego wzorca i formy relacji narzucone w Polsce. Chodzi o przytulenie się, a nie zdystansowane poklepanie po plecach.

Teraz wychodzicie z tym dalej. Na czym to polega?

Na pewno pomaga w tym fanpage. W jednym z warszawskich liceów zaprosili nas uczniowie, prowadzimy też zajęcia w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym. Robimy tyle, ile dostajemy przestrzeni i na ile starcza nam sił. Zajęcia z młodzieżą to szansa na międzypokoleniową i międzyśrodowiskową wymianę perspektyw i doświadczeń. Tak jak z dorosłymi tworzymy przestrzeń empatii, szczerości, wsparcia. Realizujemy też różne ćwiczenia, które pomagają się poznać, zintegrować. Na pierwszych zajęciach w Ośrodku robiliśmy na przykład wyklejanki, co było super.

Grupa Performatywna Chłopaki – spektakl „Chcieliśmy porozmawiać o męskości, a zostaliśmy przyjaciółmi”

Jakie trudności postawiło przed wami wyjście z męską czułością do widzów, poza bezpieczny krąg?

Spektakl rozegrał się w przestrzeni internetu poprzez aplikację Zoom, co paradoksalnie mocno zbliżyło nas do widzek i widzów. Mogli komentować na czacie spektakl na bieżąco, a potem uczestniczyć w ożywionej dyskusji. U niektórych nasze tulenie się do siebie, dotykanie czy całowanie wzbudzało niepokój, ponieważ brak jest takich obrazów w przestrzeni medialnej i ludzie najzwyczajniej nie są przyzwyczajeni.

Facet dotykający się z facetem jest albo umieszczany w kontekście kultury gejowskiej, albo dziwnie straszny. Pojawiły się też oczywiście reakcje homofobiczne. Dyskusja, a właściwie krąg z publicznością to część spektaklu. Nie chodzi w nim o wychwalanie czy krytykowanie naszego teatralnego dzielenia, ale o podzielenie się sobą wobec przedstawienia. Osoby w tym niby pospektaklowym, a jednak spektaklowym kręgu (bo spektakl to dla nas sposób tworzenia relacji) mówią o swoich przeżyciach, opowiadają historie z życia, wzruszają się, płaczą z nami.

Mocno osobiste kwestie poruszacie także w podcaście Czuła męskość. Jeden z odcinków po pewnym czasie wycofaliście. Czujecie presję, żeby się otwierać jeszcze mocniej?

Razem z Kamilem Błochem, który jest dla mnie liderem naszego podcastu, mamy pewną performatywność w sobie, parcie na szkło czy po prostu potrzebę publicznego zabrania głosu. Dla niektórych poziom naszej szczerości jest wręcz pornograficzny. Ale dla nas to coś naturalnego. Nie czujemy presji od publiki, raczej docenienie, że nasz otwartość otwiera w osobach nowe kanały wyrażania siebie.

Wycofane odcinki były z osobą, która jednak poczuła, że powiedziała za dużo. I ten proces wycofania był piękny. Na przekór słuchalności i machinie marketingu zdjęliśmy odcinek, bo nasz przyjaciel tego potrzebował. To jest magia kręgu. Magia powiedzenia po prostu, jak się z czymś czujemy.

Jakich zmian na lepsze w społeczeństwie spodziewasz się po upowszechnieniu waszej wizji męskości?

Więcej zrozumienia dla wszelkich form bycia, więcej empatii, więcej słuchania mniej gadania i zawłaszczania przestrzeni, więcej sił do pomagania, więcej demokracji bezpośredniej, więcej przyglądania się procesom niż dążenia do efektów. Nowe relacje, przyjaźnie, grupy wsparcia, przestrzenie miłości. Mniej wojen i mordowania ludzi. Mniej gwałtów. Mniej przemocy.

Mówiąc otwarcie o relacjach z najbliższymi, rodziną, rodzicami nie przekraczacie granic ich prywatności?

Spektakl jest formą dialogu z rodzicami. Jeden z nas odbył poprzez spektakl rozmowę ze swoją mamą. Powiedział coś na scenie Zooma, a ona odpisała na naszym fanpejdżu, a na kolejnym spektaklu on zareagował na jej wpis. Mnie dzięki temu łatwiej stawiać granice i zarazem łatwiej być bliżej z rodziną.

Staramy się mówić o sobie, poprzez komunikat z „ja”, o naszych doświadczeniach i emocjach, które mamy prawo wyrażać. Zarówno wyrażamy miłość do rodziców, jak i pokazujemy przemoc niektórych z nich. Rozczulamy się i marudzimy. Doceniamy i dystansujemy się. W szerszym planie pokazujemy trudną złożoność tej pierwotnej relacji dziecko-rodzic.

Przeczytaj także...