Pielęgnować pamięć – Małgorzata Lebda – Matecznik

by Michał Małysa
Małgorzata Lebda - wywiad o tomie Matecznik

Mam poczucie, że dopóki nie dotknie nas śmierć kogoś bliskiego, to do tego czasu jesteśmy jakby w uśpieniu. Śmierć powoduje, że zdajemy sobie sprawę, że nie czerpaliśmy od drugiej osoby tak dużo jak powinniśmy. Mamy przy sobie bliskich i nic nie zapowiada, że za chwilę ich nie będzie – mówi Małgorzata Lebda w wywiadzie dotyczącym tomu Matecznik.

Małgorzata Lebda – poetka wychowana na wsi

Zwarta i spójna kompozycja Matecznika sprawia, że odnalezienie się w świecie wykreowanym przez autorkę czwartego już tomu poetyckiego nie stanowi dla czytelnika większego problemu. Młodość dorastającej na pograniczu lasu dziewczynki ukazuje skomplikowaną relację na linii człowiek-natura, ale współzależności bezwzględnego mikroświata są tylko tłem dla relacji znacznie bardziej skomplikowanej. – Dorastanie blisko natury pokazało mi brudną, złą i niesprawiedliwą część życia. Mamy na przykład zwierzęta, którymi się na co dzień opiekujemy, a potem zabijamy je i jemy. Już wtedy narastała we mnie duża niezgoda na ten stan rzeczy. Nie potrafiłam go zrozumieć. Ta brutalność świata wywarła na mnie ogromne piętno – wspomina Małgorzata Lebda.

Autorka ma jednocześnie poczucie, że w tych warunkach jest również miejsce na coś więcej. – Dorastanie w beskidzkiej wsi pokazało mi też, że przyroda, zwierzęta i całe życie są piękne. W Mateczniku dotykam też tematu dobrze znanego literaturze, relacji pomiędzy ojcem a córką – uściśla.

Czemu właśnie ten aspekt życia dominuje we wspomnieniach Małgorzaty na tyle wyraźnie, aby stać się głównym wątkiem poetyckiego tomu? – Duże znaczenie miało wychowanie na wsi. Mieliśmy gospodarstwo, które było miejscem pracy dla nas wszystkich. Ojciec nie był tym, który wychodzi z domu o godzinie siódmej i wraca o szesnastej. Cały czas był, byliśmy. Nasza relacja była dzięki temu bardzo intensywna. A kiedy go zabrakło, coś we mnie domagało się urzeczywistnienia tej relacji w postaci książki – tłumaczy poetka.

Matecznik to tom poetycki o stracie i przebudzeniu

Ojciec stał się w Mateczniku figurą nauczyciela, przekazującego bohaterce lirycznej wiedzę na temat świata. Tego wiejskiego i brutalnego, a jednocześnie nie różniącego się wiele od świata znanego nam wszystkim. – Bałam się, że książka nie będzie miała uniwersalnego wydźwięku. Ten strach pojawił się właściwie już po wydaniu jej, wcześniej nie reżyserowałam tej książki, bowiem jeśli coś mną pisało to poczucie utraty, a więc jedno z najmocniejszych moim zdaniem emocji. Czytelnicy mówią mi jednak, że opisując własny świat opisuję także ich świat. To dla mnie bardzo cenne – przyznaje Małgorzata.

Z perspektywy czasu pewne rzeczy wydają się jej oczywiste, choć na co dzień takimi nie są – Mam poczucie, że dopóki nie dotknie nas śmierć kogoś bliskiego, to do tego czasu jesteśmy jakby w uśpieniu. Śmierć powoduje, że zdajemy sobie sprawę, że nie czerpaliśmy od drugiej osoby tak dużo jak powinniśmy. Mamy przy sobie bliskich i nic nie zapowiada, że za chwilę ich nie będzie. Potem następuje moment utraty i człowiek przebudza się, a Matecznik jest takim przebudzeniem. Co cenne, nie tylko dla mnie – podkreśla.

Choć mogłoby się wydawać, że tak osobisty tom wręcz musi być tkliwy, Lebdzie udało się zamaskować subtelność pełnokrwistym i wyrazistym językiem. Klimatyczne, tajemnicze opisy połączone z mocnymi frazami na długo wbijają się w pamięć. – Wiersze są przeniesieniem atmosfery chwil, gdy to wszystko się działo. Zależało mi na tym by być wiernym temu co się wydarzało. Chciałam odtworzyć swoje stany wewnętrzne, ale też stany zewnętrze, stany świata, najwierniej jak to możliwe – wyjaśnia autorka.

Jako młoda dziewczynka przyuczana do przetrwania w srogim świecie natury miała nad brutalną rzeczywistością pewną przewagę. – Istotna w Mateczniku jest kobiecość. Dzięki niej dawałam sobie prawo do subtelności, wobec kobiecości opisywany świat zyskuje w moim odczuciu na wyrazistości. Mam jednak poczucie, że mimo bycia dziewczynką wymagano ode mnie i mojej siostry tyle samo, ile od mojego brata, a nierzadko i więcej. Świat traktował mnie jak młodą kobietę, ale w relacjach z ojcem ta kobiecość nie była istotna. Byłam dzieckiem, które należy wychować, któremu należy przekazać to, co w jego rozumieniu ważne i potrzebne – przyznaje.

Małgorzata Lebda zadaje pytania, ale nie szuka odpowiedzi

Wrażenie sprawa również spójność całego tomu. Opowiedziana historia doskonale wpisuje się tak w tradycję literacką, jak i porządek wszechświata. Odbieranie wspomnianych wyżej prawd zawiera się w obrębie cykliczności, co wydaje się Małgorzacie zupełnie naturalne. – Myśląc o czasie spędzonym na wsi widzę konkretne sytuacje wyłącznie w związku z konkretnymi porami roku. Są związane ze sobą na tyle nierozerwalnie, że budowa tej książki nie mogła być inna. Nie dbałam specjalnie o czystość chronologiczną, ale opowieść idealnie się w nią wpasowała. Wiosna – dorastanie, lato – nabieranie doświadczeń życiowych, jesień – zapowiedź śmierci – wymienia.

Jak się jednak okazuje, koniec nie jest tak oczywisty. – Na przekór myśleniu o zimie jako kresie wszystkiego, to pierwszy dzień wiosny przynosi śmierć. Ta data i to tragiczne dla mnie wydarzenie było dla mnie symboliczne. W momencie, kiedy wszystko budziło się do życia, odchodzi ojciec. Pisząc nie myślałam o żadnych wzorcach. To osobiste doświadczenia ułożyły opowieść w ten sposób.

Co czytelnik powinien przede wszystkim wiedzieć przed zabraniem się do lektury Matecznika? – O mnie? O rzeczywistości z jakiej wyrasta ta książka? Myślę, że nic, najważniejsza jest chęć poznania, gotowość ruszenia w drogę i szukania własnych ścieżek w tej opowieści. Sama nie tyle chciałam znaleźć odpowiedzi, co zadać pytania. Chciałam je zadać przede wszystkim sobie, mając poczucie, że jeśli już zostaną wypowiedziane, to historia cały czas będzie opowiadana i będzie się do niej powracać. Myślę też, że zostawiam czytelnikowi dużo przestrzeni na własne uzupełnianie tej książki. Jedyną zamkniętą, dopełnioną opowieścią w tej książce jest śmierć, wobec której wcześniejsze doświadczenia i historie jakby blakną, ale pomagają mi one cały czas pielęgnować pamięć. Cieszę się, że nie tylko mi – domyka opowieść o swoim tomie.


Małgorzata Lebda (1985) – dorastała w beskidzkiej wsi Żeleźnikowej Wielkiej. Doktor nauk humanistycznych, nauczycielka akademicka. Autorka czterech tomów poetyckich (ostatni Matecznik, WBPiCAK, Poznań 2016). Ultramaratonka i taterniczka. Fotografuje. Mieszka w Krakowie.

Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum twórczyni, a jego autorem jest Kacper Tekieli.

Przeczytaj także...